Po debatach o kobietach

Z wielu komentarzy do wystąpień w debatach liderek trzech formacji politycznych wylewa się żal, że panie tak mało konkretnie i niegłęboko traktowały pytania prowadzących. Myślę, że łatwo i krótko można udowodnić tezę - jakie pytanie, taka odpowiedź. Trochę więcej miejsca i czasu wymaga odpowiedź na publicystyczne pomruki, że kobiety do polityki to może jeszcze nie teraz.

Słucham kampanijnych relacji codziennie, wystawiając ucho szczególnie w swoim obszarze, polityki społecznej i rynku pracy - jakoś nie kojarzę aby baza podatkowa, klin podatkowy i jednolite kontrakty na rynku pracy, nowa struktura zarobków i nowy system opodatkowania proponowane w kampanii były osią jakiejś dyskusji. A to przecież rewolucja na rynku pracy. Głęboka przemiana i potencjalne remedium na chorobę śmieciówek i pracy nierejestrowanej. Nie pamiętam pytań o wdrożenia i przejścia z systemów starych do nowych, które są solą real politik; o największą zmianę, która już się dokonała w polityce rodzinnej w Polsce: urlop rodzicielski, zasiłek rodzicielski dla wszystkich, urlop wychowawczy i ojcowski - najhojniejszy w Europie zestaw urlopowy dla rodziców, największa zmiana w polityce rodzinnej od kilkudziesięciu lat - potraktowana jak powietrze. Do tego warto zauważyć ustawę rządową "złotówka za złotówkę", która zdejmuje stres z rodzin będących na granicy progu dochodowego i nieomal przez przypadek lądujących w grupie dotowanych lub niedotowanych, to ważny krok w kierunku racjonalizacji systemu pomocy społecznej. Nie chodzi o to, żeby odpytywać rząd z sukcesów, ale te ustawy nie działają w próżni. Pojawiły się z jakiegoś powodu i wywołują określone efekty. Coś z nich wynika dla całości systemu, coś w wyniku ich stosowania wiemy także o dalszych potrzebach i możliwościach na przyszłość. Stanowią część obowiązującego prawa, którego nie zmienia się ot tak, machnięciem ręki.

Kiedy Beata Szydło mówi, że w Polsce są pieniądze, trzeba je tylko mądrze wydawać, całkowicie się z tą tezą zgadzam. Ale kiedy w rozwinięciu mówi o kolejnych podatkach, które pozwolą te pieniądze zagarnąć - od przedsiębiorców, banków, sieci handlowych - wiem, że mówiąc to jedno zdanie "są pieniądze" jednak nie myślimy o tym samym. Platforma porusza się w realiach rzeczywistych liczb, polityk, struktur budżetowych, zdefiniowanych w ustawach i rozporządzeniach, zadaniach i programach. Polityka nie jest wyspą. Tworzy raczej system naczyń połączonych. Obniżyć wiek emerytalny? Można. Ale wtedy emerytury będą niższe. Ludzie będą wcześniej tracić pracę. Polska dostanie niższą ocenę ratingową i zmieni się wycena naszych obligacji, koszty obsługi długów i możliwości pożyczkowe. Zmieni się gotowość do inwestycji w Polsce - i jeszcze kilka innych rzeczy. Bilans będzie negatywny. Bardzo negatywny. Dlatego tej propozycji nie ma w programie PO.

Zdaję sobie sprawę jak trudno jest zadać dobre pytanie i jak trudno dać dobrą odpowiedź przy ograniczeniach formy i czasu - ale na kilka dni przed wyborami warto podjąć wysiłek, także w ocenie tego, co słyszymy i w czym uczestniczymy. Idzie o Polskę, a dziś rano słyszałam całkiem poważne rozważania, w radio TOK FM, czy kobiety już dojrzały do pełnego uczestnictwa w polityce. Bo zarówno Ewa Kopacz, Beata Szydło jak i Barbara Nowacka w ocenie rozmówców wypadły słabo w debacie, nie w porównaniu z innymi, ale w porównaniu z oczekiwaniami, jakie wobec nich stawiano; a skoro wszystkie liderki wypadły słabo, to może dowód na to, że kobiety się do polityki nie nadają, że może kiedyś, za 30 lat, ale najwyraźniej jeszcze nie teraz.

I takie to rozważania płyną w jednej z audycji radiowych w państwie gdzie premier, marszałek, kilka resortów i 40% stanowisk wice ministerialnych sprawują kobiety! Wiele z nich znam osobiście, pracowałam z nimi lub miałam okazję obserwować ich pracę - to w ogromnej większości bardzo udane powołania i bardzo sensowne i profesjonalne osoby. Znam Ewę Kopacz, wielokadencyjną posłankę, która była ministrem zdrowia, marszałkiem Sejmu, a teraz jest premierem rządu RP - ale w dzisiejszych komentarzach wypomniano jej, że czego tu się spodziewać, w końcu jeszcze niedawno była kierowniczką prowincjonalnej przychodni. Tak jakby mężczyźni będący w polityce rodzili się od razu premierami i ministrami, od razu w Warszawie, nie przechodzili etapów bycia studentem, szeregowym pracownikiem i kierownikiem działu w jednym z powiatowych miasteczek. Wkurza mnie, stosowane łatwiej wobec kobiet, pomniejszanie dokonań, pomijanie tytułów i osiągnięć, lekceważenie doświadczenia, skupianie się na rzeczach nieznaczących. Te kobiety - polityczne liderki - w imieniu swoich wyborców walczą o lepszą Polskę. Mają coś do zaoferowania i mają realne szanse wprowadzać swoje propozycje w życie – z pozycji, którą wyznaczą wyborcy. Może więc warto skupić się na tym, co mówią, jak twardo stąpają po ziemi, z kim chcą te zmiany przeprowadzić? Może warto dopytać o parę szczegółów i ogółów, które są ważne dla Polski i dla nas.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...