O autorze
Europosłanka EPP, była Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania w Kancelarii Premiera Donalda Tuska. Doktor biologii i pracownik naukowy. Autorka opracowań, podręczników i leksykonów dla młodzieży szkolnej i nauczycieli, które przybliżały biologię człowieka. Urodzona na Warmii i Mazurach. Wielkopolanka i poznanianka z wyboru, od 20 lat mieszka w aglomeracji poznańskiej. Radna Rady Powiatu Poznańskiego (2006/2007), Posłanka na Sejm VI i VII kadencji. W czasie pracy parlamentarnej pracowała nad ustawami wspierającymi łączenie pracy zawodowej z życiem rodzinnym (ustawa żłobkowa), ustawami zdrowotnymi (in vitro) oraz oświatowymi. Autorka ustawy kwotowej, zapewniającej minimum 35% udział kobiet i mężczyzn na listach wyborczych.

Odpowiedzialność szeroko otwiera oczy

PiS wziął wszystko. Ma pełnię władzy. Władzy w pełni legitymowanej, bo tym razem – jak naród ma rozumieć - wybory nie były sfałszowane. Może utworzyć samodzielnie rząd, bez żadnych przystawek, bez tracenia energii na negocjacje z upartym koalicjantem, bez konieczności zawierania okazjonalnych i kosztownych sojuszy, czy kompromisów z opozycją. Pełnia władzy i rekordowy budżet z Unii Europejskiej wynegocjowany przez polityków PO - wszystko na tacy. I pełna odpowiedzialność. Nie ma na kogo zwalić, jak nie wyjdzie, albo jak nie przejdzie.

Nic dziwnego, że pewność siebie polityków PiS słabnie, deklaracje i tezy programowe miękną, zdania się zaokrąglają i przechodzą w tryb warunkowy. Dociera do nich, że słowa, a przede wszystkim decyzje, mają swoje konsekwencje, że trzeba wziąć za te konsekwencje odpowiedzialność. Nawet antysystemowy Kukiz był w jednym z wywiadów mocno poruszony tym faktem - odpowiedzialności za Polskę. Świadomość skali tej odpowiedzialności dużo zmienia - a przynajmniej powinna.



Wcale nie marzę o tym, żeby PiS zrealizował wszystko, co obiecał a następnie został odwołany w wyborach za konsekwencje nieprzemyślanych decyzji. Bo tu nie chodzi o PiS. Ani o PO. Ani o Kukiza. Liczę na to, że odpowiedzialność za Polskę wyhamuje szalone pomysły, gdziekolwiek się zalęgną - wśród rządzących czy opozycji, i zbuduje poparcie dla tych projektów, które są dobre, niezależnie, kto je zgłosi. Bardzo bym chciała, aby wszystkie kluby w Sejmie było na to stać. I nie sądzę, aby to oczekiwanie oznaczało wyjątkową naiwność. Wiem, że bardzo wielu ludzi myśli podobnie. I bynajmniej, nie są słodko naiwni. Są wściekli.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...