O autorze
Europosłanka EPP, była Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania w Kancelarii Premiera Donalda Tuska. Doktor biologii i pracownik naukowy. Autorka opracowań, podręczników i leksykonów dla młodzieży szkolnej i nauczycieli, które przybliżały biologię człowieka. Urodzona na Warmii i Mazurach. Wielkopolanka i poznanianka z wyboru, od 20 lat mieszka w aglomeracji poznańskiej. Radna Rady Powiatu Poznańskiego (2006/2007), Posłanka na Sejm VI i VII kadencji. W czasie pracy parlamentarnej pracowała nad ustawami wspierającymi łączenie pracy zawodowej z życiem rodzinnym (ustawa żłobkowa), ustawami zdrowotnymi (in vitro) oraz oświatowymi. Autorka ustawy kwotowej, zapewniającej minimum 35% udział kobiet i mężczyzn na listach wyborczych.

Praca na czarno: czy będzie impulsem do uregulowania zatrudnienia domowego?

Praca nierejestrowana była pierwszym tematem podczas dzisiejszych obrad w Parlamencie Europejskim. Można ją nazwać „legalną co do natury, choć niezgłoszoną władzom publicznym". Czyli na czarno, bez podatków.

Taka praca najczęściej dotyczy sektorów: budowlanego, turystycznego, prac domowych oraz sezonowych prac w ogrodnictwie i rolnictwie. Na czarno pracują głownie mężczyźni (prawie dwukrotna przewaga), z wyjątkiem sektora prac domowych, gdzie dominują kobiety. Szara strefa zabiera gospodarce średnio 20% PKB, wahając się od kilku do ponad 30% zależnie od kraju członkowskiego. W Polsce raporty wskazują na ok. 27% - czyli dziesiątki miliardów złotych.
Aby ułatwić zwalczanie szarej strefy, Komisja Europejska powołała specjalną Platformę, która ma służyć wymianie dobrych praktyk i koordynowaniu rozwiązań legislacyjnych w zwalczaniu pracy nierejestrowanej. Praca na czarno psuje rynek i pozbawia pracowników ich praw, więc dobrze, że powstała, ale - i o tym było moje wystąpienie - nie może się ograniczać do poprawiania i rozszerzania kontroli. Kontrola to najczęściej powtarzane słowo w tej debacie - a przecież szara strefa ma swoje źródła także w desperacji, biedzie, niejasnym prawie, wysokich kosztach pracy. Dlatego apelowałam, aby podczas prac Platformy skupić się nie na kontroli, a na przejrzystości przepisów, zmniejszaniu obciążeń dla pracodawców, porządkowaniu i tworzeniu przepisów dla pracy tymczasowej, dodatkowej i sezonowej. Lepsze prawo jest potrzebne szczególnie dla sektora prac domowych - w którym pracują prawie wyłącznie kobiety i to w prywatnych domach, gdzie kontrola nie dotrze, jeśli prawo do prywatności ma być chronione.
W Europie istnieją sprawdzone rozwiązania dla tego sektora - to bony usługowe, czeki, którymi płaci usługobiorca, a które wykonujący pracę zamienia na żywą gotówkę u oficjalnego pracodawcy czyli np. dotowanej przez rząd agencji zatrudnienia. Bony przyjęły się w Belgii i Francji dla rynku prac domowych, na Węgrzech właśnie trwają testy systemu czekowego dla sektora sezonowych prac w rolnictwie - i nie ma żadnych powodów, żeby nie rozszerzać zakresu ich stosowania. Pod pewnymi warunkami mogłyby być użyte także do domowej opieki nad dziećmi i chorymi. Zamiast więc wymyślać kolejne metody kontroli, powinniśmy kontynuować wyprowadzanie ludzi z szarej strefy przyjaznymi przepisami, rozwijać systemy czekowe. Aż się prosi, żeby to rozwiązanie wprowadzić także do polskiego systemu prawnego. Można zacząć od ustawy o opiece społecznej i umożliwienia udzielania wsparcia poprzez zdefiniowane bony zakupowe - przynajmniej będzie można kontrolować, na co pomoc z pieniędzy podatnika jest rzeczywiście wydawana.
Trwa ładowanie komentarzy...