Przełom

Wtorek był dla mnie trudnym dniem. Punkt 9. Rady Ministrów – informacja Ministra Pracy i Polityki Społecznej o wnioskach płynących z informacji zebranych od resortów na temat Konwencji o zwalczaniu i zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Ten zawiły tytuł był zwiastunem decyzji Rady Ministrów w sprawie podpisania Konwencji przez Rząd.

Prace w resortach nad Konwencją trwały przez cały okres wakacyjny. Ministerstwo Pracy precyzyjnie określiło, do których przepisów Konwencji muszą się odnieść poszczególne resorty. Najwięcej zapytań dostałam ja i Minister Sprawiedliwości. Zanim temat stanął na radzie Ministrów, temat konwencji przenikał przez struktury resortów w dziesiątkach rozmów, maili i telefonów. Niektóre nie były miłe – wewnętrzne spory zjadały sporo emocji.
Dlatego wtorek był dla mnie trudny, ale jak się okazało również owocny. Dyskusja na radzie nie była burzliwa. Premier zaproponował uchwałę w sprawie Konwencji, która szybko i bez protestów została zaakceptowana, z jednym zdaniem odrębnym zgłoszonym przez ministra Jarosława Gowina.



Oczywiście zaraz pojawiły się kamery z sakramentalnym pytaniem czy mam satysfakcję i poczucie zwycięstwa. Otóż nie mam. Czuję ulgę. Ta konwencja jest potrzebna kobietom, bo nie tylko podwyższa standard ochrony nad ofiarami przemocy, ale przede wszystkim – zwraca uwagę, że najczęściej tymi ofiarami są kobiety i pokazuje jak można przemocy zapobiegać, poprzez politykę równościową państwa. Brak podpisu pod tą konwencją byłby zupełnie niezrozumiały także na arenie międzynarodowej. Dobrze, że kluczową decyzję mamy za sobą. Teraz możemy zająć się formalnościami, szczegółami i mapami drogowymi. Oby właśnie tym, a nie ciągłym udowadnianiem, że ten dokument nie niszczy polskich rodzin i nie legalizuje związków homoseksualnych, bo to podejrzenia bezpodstawne i szkoda na to czasu.
Trwa ładowanie komentarzy...